Strona główna » Artykuły
Artykuły
Kiedy do psychologa?

Żyjemy w czasach, gdzie ze świecą szukać wsparcia w najbliższym otoczeniu. Nawet na problemy własnych dzieci my - zapracowani rodzice - często nie mamy czasu. Dla wielu z małżonków kontakt zaczyna ograniczać się do przekazywania sobie, często wręcz "w drzwiach", zestawu codziennych informacji czy poleceń.

 

Sięgamy po pomoc psychologa najczęściej, gdy dopada nas osobiście przeżywane cierpienie, wobec którego jesteśmy bezradni. Kiedy własne sposoby albo "sprawdzone" metody zawiodły, a w nas jest pragnienie, by sobie, czy swoim najbliższym pomóc. Gdy lękamy się o stan własnej psychiki. To jak z bólem, gorączką lub niepokojącymi objawami - zmuszają nas do szukania specjalisty. W gabinecie psychoterapeutycznym najczęściej właśnie spotykamy się z takim już "zaniedbanym cierpieniem". Wieloletnią nerwicą czy depresją - sytuacją w której leki "już nie chcą działać". Cierpienie osobiste zatacza wtedy krąg i dotyka relacji z bliskimi. Długotrwałe przeżywanie chwiejności nastrojów, lęków, wybuchów emocji, czy apatii nie każe długo czekać na konsekwencje: pojawiają się nieporozumienia w związku, kryzysy, problemy "z dziećmi".

Niebezpieczne jest także to, że skutki takich sytuacji mogą (i często tak własnie się dzieje) ulec przeniesieniu na kolejne pokolenie. Jeśli do tego dochodzi, dzieci niosą "wzorzec" w swoje życie. Wzorzec, jak nie szukać pomocy, gdy chore lub słabe jest nasze wewnętrzne "ja". Gdy trudno poradzić sobie samemu, gdy nie umiemy rozróżnić przyczyn od konsekwencji naszego stanu. .Często zastanawiam się, gdzie w człowieku leży przyczyna tego, iż tak często usiłuje dotrzeć do ludzkiej granicy znoszenia obciążeń i realnego psychicznego bólu... a tak mu trudno zdecydować się na szukanie pomocy...

Żyjemy w czasach, gdzie ze świecą szukać wsparcia w najbliższym otoczeniu. Nawet na problemy własnych dzieci my - zapracowani rodzice - często nie mamy czasu. Dla wielu z małżonków kontakt zaczyna ograniczać się do przekazywania sobie, często wręcz "w drzwiach", zestawu codziennych informacji czy poleceń.

Osoby starsze cierpią w opuszczeniu, widząc zabiegane dorosłe dzieci i wnuki, często również izolując się w swych czterech ścianach, gdzie rytm dnia wyznacza kolejny serial w telewizji.

Życie współczesnego człowieka ma w porównaniu do minionych pokoleń więcej szans na stanie się smutnym i samotnym. Szczególnie, gdy nęceni kolejną reklamą czy gadżetem szukamy kolejnego sposobu, by być sprawniejszym, bardziej wydajnym, więcej posiadającym.... Niestety, taki sposób funkcjonowania jest zwykle w pewien sposób premiowany przez otoczenie, dając poczucie bycia człowiekiem sukcesu, zawsze "na fali", zawsze z przodu. Tymczasem tak naprawdę to czekanie na życie, nieuświadomione odkładanie tego co między ludźmi cenne na nieokreślone "później". Gdy wydarza się coś przerywa ten bieg po "sukces", zwykle pojawia się kryzys, związany z uświadomieniem sobie własnego położenia.

Przypomina to bulimię, w której osoba chora pośpiesznie i chciwie robi zakupy nie mogąc doczekać się chwili ucztowania; o której myśli i na którą czeka z utęsknieniem często przez cały dzień. Po ataku żarłoczności następuje poczucie winy, pustka i bezradność wobec choroby. Czasem nie umiemy siebie słuchać. Nie chcemy sobie pomóc często dlatego, ze jak maszyna grająca umiemy odtwarzać "tylko włożone w nas kawałki". Nie WIEMY jak sobie pomóc. Boimy się zmian, nawet tych na lepsze.

Najnowsze badania alarmują, że gwałtownie rośnie procent osób zapadających na schorzenia psychiczne. Specjaliści są zgodni, że głównym czynnikiem spustowym zaburzeń takich jak depresja, nerwica, zaburzenia psychosomatyczne, czy reakcje psychotyczne i schizofrenia jest długotrwały stres. W dobie globalnej teleinformacji nie umiemy zadbać o kontakt z samym sobą. Jesteśmy osamotnieni jak nigdy wcześniej. Stajemy bezradni i zagubieni wobec pogoni za światem i niestety spinamy się jeszcze bardziej, by jeszcze wytrzymać i/lub zagłuszyć objawy lekami, alkoholem - zamiast poznać, zrozumieć to, co się ze mną dzieje i nauczyć się SOBIE POMÓC. Taką rolę pełni konsultacja z psychoterapeutą.

Boimy się przyznać, że sobie nie radzimy. Wstydzimy się, że praca terapeutyczna nad sobą zostanie uznana za naszą słabość, zagrozi nam w opinii społecznej. "Mąż, żona uzna mnie za wariata, szef zwolni z pracy, znajomi ośmieszą lub odtrącą". Prawda jest jednak taka, że nieleczone problemy realnie grożą rozpadem związku, szef zwolni, ale za nieefektywność spowodowaną brakiem jasnego myślenia i trudnością w koncentracji, które prowadzą do popełniania błędów, a ośmieszający znajomi odwrócą się i tak, bo taka ich natura. Zostaną tylko ci, na których będzie można się oprzeć.

Chciejmy dać sobie pomóc. Wiele tragedii przejścia przez otwarty epizod psychotyczny, głęboką depresję, czy nerwicę utrudniającą życie osobiste i zawodowe jest do uniknięcia, jeśli skorzystamy z pomocy psychoterapeuty we właściwym czasie. Jeśli nie będziemy ukrywać i wmiatać pod dywan wczesnych, niepokojących objawów alarmujących nas, że przestajemy sobie sami radzić. Tylko w ten sposób zadbamy o nasze zdrowie, zdrowe relacje w rodzinie i samorealizację w pracy zawodowej. 

©Copyright by ZdrowaPsychika. Design: Alvaro Atelier.