Strona główna » Artykuły
Artykuły
Szczerość - Artykuł ukazał się w cyklu Szkoła uczuć na łamach Sensu (wydanie specjalne - dodatek psychologiczny czasopisma Zwierciadło)

 

 

Szczery znaczy prawdziwy

Szczerość jest w naszym życiu takim cudownym instrumentem, który pozwala wyrazić siebie, swoje uczucia i pragnienia, dać sygnał gotowości na kontakt. Dzięki niej otwieramy serce, możemy dawać, a także brać lub odrzucać to, co oferuje nam świat, ludzie. Jest jak dobrze ustawiony okular, przez który widzimy rzeczy takie, jakimi są. 

Szczerość jest podstawą prawdziwego dobrego bycia w przyjaźni, związku, rodzinie. Prawda jest faktem, szczerość należy do sfery uczuć. Szczerość jest subiektywna, jest jak Tisznerowska "prawda".

Czy człowiek rodzi się szczery? Myślę, że rodzi się ufny na odbiór świata i na kontakt, a szczerości uczą go rodzice i najbliżsi. Te decydujące dla formowania się szczerości chwile przychodzą, gdy dziecko umie już wyartykułować swoją prawdę, gdy buduje się jego sumienie, charakter. Rodzice uczą je, że nie wolno kłamać, oczekują, że będzie mówiło prawdę. Jeśli sami są dojrzali, spójni w uczeniu i pokazywaniu świata - wtedy mały człowiek wyrasta na osobę szczerą i wolną. Rozumie, że jasne formułowanie swoich odczuć, pragnień, oczekiwań spotka się ze zrozumieniem drugiego człowieka, nie będzie oceniane negatywnie. Jeśli jednak zdarzy się, że malec w przedszkolu, szkole radośnie opowie, że tata kupił nowy drogi telewizor, a po powrocie do domu usłyszy: czemu opowiadasz o takich rzeczach?! Nie wolno! Albo powtórzy wychowawczyni, że mama wyraża się o niej lekceważąco - i zostanie za to przez mamę srogo za to skarcony, poczuje się zagubiony. No bo jak to? Z jednej strony wymaga się od niego mówienia prawdy, z drugiej zaś stawia się tej prawdzie ograniczenia. Ta niespójność zacznie owocować w nim postawą naznaczoną rezerwą, nieufnością: przestanie umieć identyfikować się sytuację. Takie dziecko, wchodząc w nowe środowisko, będzie ostrożne, zacznie wyczekiwać reakcji drugiego, będzie starało się "ułożyć" do oczekiwań, odrzuci otwarte manifestowanie swojego ja.

Dobre maniery nie są obłudą
Szczerość, to nie bezwzględność

Małe dziecko, wyrastajace w otwartości, wyraża siebie całym sobą: cieszy się, płacze, śmieje albo krzyczy adekwatnie do przeżywanych emocji. Przychodzi jednak taki moment, że te żywiołowe uczucia powinny być uspołeczniane. Między trzecim a piątym rokiem życia człowiek wychodzi z diady: ja - świat, zaczyna rozumieć, że nie tylko bierzemy ze świata, ale i coś do niego od siebie dodajemy, że obok nas są inne osoby, które także coś przeżywają w kontakcie z nami. Wtedy , dziecięca szczerość nabiera subtelności i cech kultury osobistej. Jest to moment, w którym rodzice powinni zwracać dziecku uwagę na to, że to co mówi i robi ma wpływ na uczucia innych ludzi. Szczerość nie oznacza bowiem bezwzględności podyktowanej postawą pępka świata. Prosty przykład: pięciolatek dostaje prezent i na pytanie, czy mu się podoba, całkiem szczerze odpowiada, że nie. Można, a nawet trzeba zwrócić mu uwagę, że taka konstatacja spowoduje przykrość osobie, która starała się i chciała mu sprawić przyjemność, że będzie to dla niej raniące. O tym, w jaki sposób uwaga rodziców zostanie przez dziecko przyjęta, decyduje z kolei ich takt i wyczucie. Nie powinni przekroczyć granicy szacunku dla uczuć małego człowieka. Jeśli uda im się tak poprowadzić rozmowę, że nie stłamszą w dziecku przekonania, iż ma prawo czuć to, co czuje (kwestia tylko w sposobie wyrażenia tego) to nie zaowocuje to w późniejszym wieku brakiem szczerości. Tak zwane dobre maniery nie są, a w każdym razie nie muszą być formą obłudy. W swojej idealnej formie pozwalają wyodrębnić i docenić, czy obdarzyć wdzięcznością za istniejące dobre elementy (pamięć, trud) przez co uniknąć zadrażnień w stosunkach międzyludzkich i sytuacji, w której jedna ze stron poczuje się zraniona. Jeśli rozdźwięk między oczekiwaniami rodziców (dziecko ma mówić prawdę) i brutalnym korygowaniem jego szczerych komunikatów będzie trwałym elementem wychowania, mały człowiek być może zaniechać prób otwartości i zaprzepaścić zdolność wchodzenia w relacje z innymi w sposób szczery, otwarty. Stąd o krok do cech naznaczonych paranoidalnością. Człowiek nieufny, nadmiernie ostrożny w kontakcie, przekonany, że musi być jakieś drugie dno, nie może się ujawnić z tym co myśli, bo każdy objaw szczerości zostanie ukarany lub wykorzystany. Paranoik wiecznie szuka dowodów na słuszność swoich obaw. Ba, taka osoba może nawet te dowody znaleźć: ktoś, kto podchodzi do innych ludzi z przesadną rezerwą, również budzi ich rezerwę. Interpretacja zachowania - rezerwy innych jest dowodem na to, że coś jest na rzeczy. Mechanizm działania szczerości jest odrobinę podobny do samospełniającej się przepowiedni: otwarty kontakt rodzi otwarty kontakt, rezerwa i wycofanie budzą ostrożność otoczenia.

Prawda uwewnętrzniona

Chciałoby się powiedzieć, że szczerość i prawda to terminy bliskoznaczne, spojone ze sobą i wynikające jeden z drugiego. Jednak często bywa tak, że szczerość nie zasadza się na prawdzie, tylko na tym, co my subiektywnie za tę prawdę uważamy. A z prawdą jest tak, jak z ciążą: nie można być w niej trochę. Dlatego szczerym może być tylko człowiek dojrzały, taki który prawdę, prawdomówność, uczciwość ma głęboko uwewnętrznioną. Nie kłamie, bo to jest dla niego wartość, bo tak ma ukształtowane wnętrze. To rzadka postawa. Głos wewnętrzny wielu ludzi mówi: nie kłamię, bo nie wolno, wstyd, mamie będzie przykro. Prawda nie jest ich moralnym paradygmatem, tylko straszakiem, wynika z obawy przed karą - jej źródłem nie jest wolność, tylko przymus.

Dzisiejszy kształt świata niestety nie ułatwia uwewnętrzniania norm i zasad. Patrzymy uważnie, czy opłaca się być szczerym, uczciwym - czy też nie. Całe życie publiczne - zawodowe czy choćby pokazywane w mediach - dalekie jest od szczerości. Choćby forma naszego życia zawodowego zachęca do powierzchownych półprawd: powszechne przechodzenie na ty wobec pracowników, pozornie ma być krokiem ku zbliżeniu, otwartości, a więc i szczerości. Ale do głównego szefa najczęściej mówi się, panie dyrektorze. De facto więc "tykanie" sankcjonuje układ feudalny, nie ma tu równości. A szczere wyrażenie swoich przekonań - jeśli nie jest zgodne z polityką firmy - zazwyczaj zupełnie nie popłaca, o czym przekonał się niejeden pracownik korporacji. Firmy mają pracować jak dobrze naoliwione maszyny, w których ludzie dość rzadko są traktowani podmiotowo. Raczej mają być trybikami, które bez zgrzytu zazębiają się o inne trybiki.

Z moich kontaktów z ludźmi młodymi wynika również, że współczesna młodzież wprawdzie coraz szybciej wchodzi w życie zawodowe, ale przeciąga w czasie budowanie dojrzałej osobowości. Dojrzałej, to znaczy takiej, w której doszło już do uwewnętrznienia prawdy na swój temat, do zbudowania własnego systemu wartości. Młodzież odrzuca rzetelną wiedzę na swój temat, ukrywa ją przed sobą, odpycha. A to z kolei ogranicza szczerość, nie tylko wobec siebie, ale i wobec innych. Dlaczego? Ponieważ nie chce znać własnych słabości, słabość zamyka przecież drogę do sukcesu. A słowo "sukces" jest jakby naczelną zasadą współczesnego świata.

Inna rzecz, to niebywałe powodzenie, jakim cieszą się programy, w których na oczach widzów zmieniany jest wygląd, zachowanie czy zawód uczestników. Stawia się na granie roli a nie na bycie sobą. Lansuje się w ten sposób osobowości kalejdoskopowe, kameleonów zdolnych dopasować się do każdej sytuacji. Czy wobec takiego modelu w ogóle można mówić o szczerości? Z którą rolą własnego ja zostaję sam/sama przed lustrem?

Kochać można tylko szczerze

Nie da się stworzyć dojrzałego, głębokiego związku, odrzucając prawdę i szczerość. Właściwie trudno w ogóle mówić o miłości bez prawdy i szczerości. By w związku mogły one zagościć wymagają pracy i uwspólniania ich przez partnerów. Osoby, które postanowiły spędzić ze sobą życie, przychodzą przecież z różnych światów, mają własny bagaż doświadczeń, zostały różnie ukształtowane, kierują się różnymi doświadczeniami, wartościami i wyobrażeniami. Jeśli są szczere, ufne, nie obawiają się bliskości - wtedy po etapie zauroczenia, fascynacji przyjdzie urealnienie ( osoba ukochana ma tę druga stronę księzyca - ciemniejszą - z wadami, przywarami i różnymi naleciałościami. Zobaczą tego drugiego z jego prawdą i podejmą działania na rzecz budowania wspólnej prawdy. Naszej prawdy.To wszystko jest funkcją czasu, pracy i wielu szczerych rozmów i nierzadko konfliktów.

Kiedy boimy się konfliktów, szczerych rozmów, co nam nie gra, co nas uraża. Coraz grubszą warstwą lukru polewamy surowy zakalec. takie związki przypominają z zewnątrz układne, uporządkowane a w środku martwe układy. Trwają jak spółki cywilno prawne a nie żywi ludzie - w biznesie ponoć nie ma miejsca na sentymenty. Uczucia mogłyby naruszyć stan posiadania związku.

Niedojrzałość, nieodseparowanie się od rodziny macierzystej a szybkie wchodzenie w związki jest podstawą większości kryzysów współczesnych par. Jeśli jedna z osób uważa, iż jej prawda jest lepsza, że jest jedyną "prawdziwą prawdą" i bezwzględnie wymaga od swojego partnera spełnienia postawionych oczekiwań, nie ma miejsca na szukanie prawdy na temat ich związku. Zachowania te zazwyczaj wynikają z potrzeby wypełnienia braków lub kontynuowania konfiguracji w relacji z wczesnego dzieciństwa. ("Córeczka tatusia" oczekuje od partnera, by był jego przedłużeniem. Partner nie ma przestrzeni na bycie sobą, parterka ocenia krytycznie na ile partner radzi sobie z stawaniem się tak cudownym jak tata. Jeśli się pokłócą tata pierwszy obetrze łzy). Nawet jeśli nie dojdzie do rozpadu takiego związku, to ludzie w nim trwający nie osiągną pełnego rozwoju, nie staną się związkiem, nie uda im się stworzyć dojrzałej rodziny, w której się chce słuchać i rozumieć problemy a potrzeby wszystkich członków są szanowane i spełniane.

Psychologowie różnie podchodzą do problemu zdrady: jedni twierdzą, że lepiej nie ranić partnera nadmierną szczerością na ten temat, inni są zdania, że lepiej oczyścić sytuację, powiedzieć szczerze prawdę i zacząć od początku. Ze szczerością w kwestii zdrady jest jednak trochę tak, jak z mówieniem prawdy osobie terminalnie chorej: trzeba wiedzieć,co konkretny człowiek z taką informacją zrobi i po co się ją mówi. Czy fakt zdrady okaże się objawem, choroby związku i pozwoli z sensem i poważnie się zaangazować w prace nad relacją, czy zostanie użyty przeciwko związkowi, nie dając mu żadnych szans. Warto jednak przy tej okazji wspomnieć, że poważne kryzysy, zdrady w związku rzadko są wynikiem zbiegu okoliczności, ekscesem samym w sobie. Zazwyczaj partnerzy zbyt długo czekają, zwlekają ze szczerym manifestowaniem swoich potrzeb, jakiś żal, niedopowiedzenia sumują się, puchną, długo bolą, aż wreszcie dochodzi do wybuchu, kary , zemsty, wzbudzenia zainteresowania.... Bardzo brakuje nam szczerych rozmów.

Tymczasem właśnie w szczerych kontaktach możemy w pełni być sobą, rozwinąć cały miłosny czy przyjacielski potencjał, jaki w nas drzemie: druga osoba daje nam wtedy poczucie, że to, co przeżywamy, jest ważne, czujemy jej bliskość, bo ona chce dzielić z nami to czym żyjemy. Zbyt często w naszych rodzinach, a także w związkach przyjacielskich czy miłosnych pokutuje przekonanie, że jeśli ktoś wyraża swoje emocje, to jest histerykiem, ma problem z którym powinien coś z robić. Nie umiemy reagować na emocje, nie umiemy się nimi zaopiekować. A przecież w tym względzie wcale nie wymaga się nadzwyczajności. Wystarczy powiedzieć: "musi być ci bardzo trudno, powiedz, czego potrzebujesz, jestem po to by móc Ci pomóc".

Do bólu

Pamiętam parę, która przyszła do mnie na konsultację: dominujący mężczyzna przyprowadził zamkniętą w sobie, skuloną, całkowicie podporządkowaną mu żonę. Był elokwentny, rzeczowy. - Żona dziwnie się zachowuje - powiedział - wpada w histerię! Dlaczego? Bo po 25 latach małżeństwa mężczyzna pokochał inną kobietę, ale ponieważ - jak sam powiedział - jest uczciwym człowiekiem, szczerze poinformował o tym żonę i oczekiwał w zamian zrozumienia - nie emocji. Po 25 latach niech pani nie oczekuje emocji, miłości. Nie myśli pani chyba, ze po tylu latach może być jeszcze jakas chemia miedzy ludźmi.Ja tylko mówię prawdę - powiedział podczas spotkania w gabinecie. Jednak taka prawda jest odwrócona, perwersyjna, nie jest wyrazem szczerości, tylko raczej zaburzenia. Chęci narzucenia swojej prawdy.

Często niestety bywa tak, że odwołujemy się do szczerości i prawdy wtedy, kiedy chcemy kogoś zranić, poniżyć. Nokautujące informacje: "nigdy cię nie kochałem", "nigdy nie miałam z tobą orgazmu", nie wynikają ze szczerości, tylko z pragnienia zranienia, odwetu.

Po czym więc poznać w życiu tę prawdziwą szczerość? Przede wszystkim - po spójności tego co jest wyrażane słowami a resztą działań. Pomaga nam w tym język ciała, gesty. Mówiąc prawdę, nie boimy się patrzeć w oczy, powtarzając kocham, nie obawiamy się dotyku, przytulenia, ciepła. Jeśli słowa i czyny są spójne, to znaczy, że odpowiadają także myślom i wewnętrznej prawdzie. Po prostu czujemy , że życie, nasze wybory, nasze relacje mają sens. Chcemy i nie lękamy się czekać na jutro, bo mu ufamy. Bo nasze dziś potwierdziło sens takiego właśnie bycia. A taki test rzeczywistości chroni nas by nie mylić szczerości z naiwnością. To właśnie jest szczerość. 

 

 

©Copyright by ZdrowaPsychika. Design: Alvaro Atelier.